|
ZASTRASZYLI GEANTA
Pracownicy hipermarketu dyskretnie przeszukują stoisko z piwem. Znajdują
dwie butelki z podmienionymi etykietami. Laboratorium kryminalistyczne
stwierdza: "Mieszanina kwasu solnego i siarkowego". Geant Polska
wpłaca
na konto Marioli K. pierwsze 20 tysięc
- Akta tej sprawy powinny stać się lekturą obowiązkową dla śledczych
z całej Polski - mówi Marek Dydyszko, zastępca prokuratora okręgowego
w Bydgoszczy. - Mamy do czynienia z przestępstwem, do którego
wykorzystano najnowsze zdobycze cywilizacji. Internetowe konto
w banku, wirtualne kafejki, SMS-y posłużyły oskarżonym do siania
strachu i wyłudzania pieniędzy. Zastraszyli ogromną firmę Geant.
Proces rozpocznie się na przełomie września i października przed
bydgoskim sądem.
Zgłasza się Naytay
2002, Bydgoszcz
Marek Kornacki, brodaty 42-latek, technik obróbki skrawaniem, jest
kierownikiem stacji Shella w centrum miasta. Stacja stoi przy ul.
Świętej Trójcy, w nowoczesnym centrum rozrywkowo-handlowym - są tu
jeszcze restauracja McDonald's, Multikino i hipermarket Geant.
Wcześniej Kornacki pracował w bydgoskim markecie Makro Cash and Carry,
również na kierowniczym stanowisku. Został wyrzucony.
Teraz mieszka z żoną - pielęgniarką - i dwójką dzieci (14-letni syn
i czteroletnia córka) w bloku z wielkiej płyty na bydgoskim osiedlu
Szwederowo. 61-metrowe mieszkanie to nowy nabytek. Kornaccy ciągle
spłacają kredyt.
15 września 2002. Koronowo pod Bydgoszczą
25-letnia Mariola K., drobna szatynka (proste włosy do ramion), pracuje
w norweskiej chłodni warzywnej. Jednocześnie szuka innej pracy. Ma
średnie wykształcenie, nie chce dłużej pakować marchwi i groszku do
foliowych woreczków.
Kupuje w kiosku "Anonse" - gazetę z ogłoszeniami. Wycina formularz
i do
bydgoskiego biura ogłoszeń "Anonsów" wysyła zgłoszenie:
"Panna, lat 25,
posiada komputer, szuka pracy. Numer telefonu...".
20 września, Koronowo
Mariola K. odbiera w swojej komórce SMS. Wiadomość wysłana jest
z komputera, na ekranie komórki Marioli nie wyświetla się więc numer
telefonu nadawcy.
Ktoś pisze: "Osoba dyskretna może zarobić cztery tysiące złotych
miesięcznie. Trzeba tylko założyć konto w banku. Adres internetowy:
Nay...@wp.pl".
Mariola chce dowiedzieć się czegoś więcej. Idzie do kafejki internetowej
w Koronowie, wysyła e-mail na wskazany adres. Pyta: "Jaką mam
gwarancję,
że pańskiej firmie nie chodzi tylko o moje konto? Kiedy już je założę,
uzyskam prawo do debetu. Być może chodzi tylko o to".
List podpisuje: "Kalamarapaksa".
"Naytay" odpowiada: "Nie jestem oszustem. Reprezentuję grupę
biznesmenów, która chce ulokować pieniądze tak, żeby nie płacić
podatków. Twoje konto ma służyć do składowania tych pieniędzy. Za
użyczenie rachunku będziesz mogła wypłacać sobie po cztery tysiące
złotych miesięcznie".
Mariola się zgadza.
PIN dla Jana
Wyjaśnienia Marioli
- Uwierzyłam w bajkę. Wysłałam maila z potwierdzeniem, w odpowiedzi
otrzymałam szczegółowe wskazówki. Miałam pójść do Banku Śląskiego,
założyć konto z możliwością wykonywania operacji za pomocą internetu,
złożyć wniosek o karty Visa i Maestro. Potem informacje o koncie
(hasło, numer i kody PIN) włożyć do zaklejonej koperty i zostawić
w kawiarence internetowej w Geancie. Tak zrobiłam. W kafejce dałam
kopertę blondynce, która tam obsługiwała gości. Zaraz potem,
z komputera w tej samej kawiarence, wysłałam maila "Naytayowi".
Zameldowałam, że konto założone, a koperta z PIN-em już na niego czeka
u kierowniczki kafejki.
Kilka minut później przyszła odpowiedź. .Naytay. podziękował i wydał
nowe polecenie: .Zabierz kopertę od kierowniczki, napisz na niej .Dla
Jana . i przyjdź z nią jutro na rynek w Koronowie. W południe pojawi się
tam mężczyzna, blondyn około 35 lat. On sam do ciebie podejdzie
i odbierze kopertę..
Mariola idzie na rynek, tam faktycznie podchodzi blondyn, mówi: "Jestem
od Jana", zabiera kopertę i znika.
Blondynem nie jest Kornacki. Kornacki to "Naytay".
Obrońca po raz pierwszy
26 września, Bydgoszcz
Kornacki nie wraca z pracy do domu. Idzie do kafejki internetowej
prywatnej szkoły hotelarskiej Kolfer. Szkoła mieści się w starej
kamienicy. To niecały kilometr od stacji Shella.
"Naytay" wchodzi na strony internetowe Geant Polska. Klika na link
"kontakt public relations". Na adres publicrelati...@geant.pl
wysyła
wiadomość: "Właśnie umieściłem bombę zapalającą w hipermarkecie
na
terenie województwa kujawsko- -pomorskiego. Zgadnij w którym? Masz na to
sześć godzin".
List podpisuje "Obrońca". Nie dopija kawy, wychodzi z kawiarenki.
Co się dzieje w warszawskiej siedzibie Geanta po odczytaniu tej
wiadomości?
Renata Gejło, specjalista ds. komunikacji wewnętrznej Geant Polska:
- Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. O wszystkim poinformowaliśmy
policję, nie będziemy komentować tych wydarzeń. Nie chcemy do tego
wracać.
Można więc tylko przypuszczać, że postawiono na nogi dyrekcję sieci
i dwa markety Geant w woj. kujawsko-pomorskim: toruński i bydgoski.
Zapadła decyzja: zawiadomić policję. Z komendy głównej natychmiast
wychodzi komunikat do komend powiatowych i miejskich w całym
Kujawsko-Pomorskiem: "Dziś w markecie Geant około godz. 19 może
wybuchnąć bomba! Taką groźbę wysłał mailem terrorysta".
Policjanci w kujawskich i pomorskich miastach powiatowych są zdziwieni.
Tymczasem z bydgoskiego Geanta ewakuowanych jest kilka tysięcy osób
- klienci i personel. Toruńskiego hipermarketu policja nie opróżnia. Być
może udaje się do tego czasu ustalić, skąd wysłano maila, i ktoś
podejmuje decyzję, by nie siać paniki w obu miastach. Dlatego
w toruńskim sklepie pojawiają się jedynie policjanci w cywilu, którzy
sprawdzają, czy nie ma podejrzanych pakunków.
Nie ma. W Bydgoszczy też nic. Alarm okazuje się fałszywy.
Obrońca po raz drugi
4 października, Warszawa
Na adres poczty elektronicznej Geant Polska przychodzi kolejna
wiadomość:
"Witam. To ja - Obrońca. W tej Bydgoszczy to był tylko sprawdzian, czy
potraktujecie mnie poważnie. Widzę, że tak. Czytajcie uważnie, bo tym
razem mam dla was więcej niespodzianek. To już nie są żarty, mam dla
firmy propozycję nie do odrzucenia. Pomyślcie trochę nad pytaniem: Ile
kosztuje spokój? Niech policja trzyma się od tego z daleka, to sprawa
między mną a Geantem. Chyba że chcecie skandalu, ale czy po skandalu
ludzie będą chcieli przychodzić do skompromitowanego i niebezpiecznego
sklepu? Nie róbcie niepotrzebnych ruchów. Niebawem się odezwę.
Obrońca".
Obrońca po raz ostatni
7 października, Warszawa
Komórka Public Relations w Geant Polska dostaje kolejny list od
"Obrońcy":
"Zanim to zlekceważysz, sprawdź, co piszę. Nadszedł czas osobiście
zapłacić za swoje czyny. W Bydgoszczy umieściłem butelki z zatrutym
piwem, na razie nie chcę zrobić nikomu krzywdy, więc w piwie znajdują
się tylko środki czyszczące. To nie żart! Piszę tylko do Ciebie,
ponieważ myślę, że się dogadamy, a firmie przecież nie zależy na
negatywnym wizerunku. Słuchaj uważnie! Jeżeli firma nie zapłaci 1 000
000 złotych (słownie: jeden milion złotych), następnym razem zrobię coś
innego w tym waszym markecie, oczywiście zawiadomię prasę i policję,
będzie niezłe widowisko! Sprawa wyjdzie na jaw, nie zaznacie spokoju,
rzucą się na was media, pamiętaj, że zbliżają się święta i straty
będziecie liczyć w milionach. Wyzwolę psychozę strachu. Obiecuję...
Możecie jednak temu zapobiec, płacąc za spokój milion złotych. Potem się
rozejdziemy, każdy w swoją stronę. Sprawa nie podlega żadnym
negocjacjom. W czwartek na podanym koncie mają być pieniądze, bo inaczej
stracicie miliony, a klienci przestaną u was kupować. Konto jest
założone na przypadkowego menela, który nawet nie wie, komu założył
konto, wiec nie traćcie czasu na jego poszukiwania. Pieniądze chcę
w ratach po 20 tysięcy złotych dziennie. W wypadku zatrzymania menela
przez policję umowa jest nieważna, wszystko rozgłoszę. Pieniądze mają
być dostarczane w ciągu 50 dni roboczych, licząc od czwartku, macie
przekazywać gotówkę. Numer konta...".
W tym miejscu "Obrońca" podaje numer rachunku założonego w Banku
Śląskim
przez Mariolę.
"Jest to ostatni list, teraz do dzieła, ja nie mam nic do STRACENIA.
A WYYYY?"
Ciecz mętna
9 października, Bydgoszcz
Pracownicy hipermarketu dyskretnie przeszukują stoisko z piwem. Wśród
butelek z Żywcem znajdują dwie z podmienionymi etykietami - zamiast logo
browaru widać ręcznie wymalowany czarny krzyżyk na białym tle.
Marek Nalot, pracownik ochrony w bydgoskim Geancie, składa doniesienie
do Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy:
"Na stanowisku monopolowym ujawniliśmy wśród butelek z piwem dwie
z nieznanym płynem. Stoisko nie było monitorowane, nie ma więc nagrań,
na których widoczne byłoby podłożenie butelek".
Policja sprawdza zawartość butelek. Laboratorium kryminalistyczne przy
komendzie wojewódzkiej stwierdza na drugi dzień: "Ciecz mętna o barwie
żółtej o charakterystycznym zapachu detergentów to mieszanina kwasu
solnego i siarkowego".
Już wiadomo, że "Obrońca" nie żartuje.
Mariola chodzi po pokoju.
10 października, Warszawa
Za namową policji Geant Polska przelewa na konto Marioli K. pierwsze 20
tysięcy złotych.
Policja i prokuratura powołują tymczasem specgrupę, która ma
zlokalizować "Obrońcę". W jej skład wchodzą najlepsi
funkcjonariusze
z komendy głównej oraz z bydgoskich komend wojewódzkiej i miejskiej.
Bydgoszcz
Marek Dydyszko, zastępca bydgoskiego prokuratora okręgowego:
- Najważniejszym punktem zaczepienia było dla nas ustalenie personaliów
właściciela konta w Banku Śląskim. Uruchomiliśmy niezbędne procedury
i wiedzieliśmy już, że zostało założone w oddziale banku przy ul.
Śniadeckich. Wiedzieliśmy też, w jakim dniu to się stało, więc
poprosiliśmy o wydanie kaset z monitoringiem pomieszczeń.
Na filmach widać, jak Mariola K. wchodzi do banku, stoi w kolejce,
pobiera formularze i składa wniosek o założenie konta.
Koronowo
Policja dostaje z banku dane założycielki konta i łatwo odnajduje
Mariolę K. Chodzi ona na kurs samochodowy, tego dnia jest umówiona
z instruktorem. Jeżdżą wokół Koronowa nissanem micrą. Sierżant
z bydgoskiej drogówki zatrzymuje micrę pod pozorem kontroli drogowej.
Sprawdza dokumenty, stan techniczny pojazdu i puszcza auto wolno.
Kontrola wystarczyła, by przekonać się, że Mariola i kobieta sfilmowana
w banku to ta sama osoba.
Bydgoszcz
Tego dnia Mariola zaczyna coś podejrzewać. Może sierżant zbyt wnikliwie
się jej przyglądał? Po południu dziewczyna jedzie do siostry
w Bydgoszczy i z płaczem opowiada całą historię.
- Co robić? - pyta.
Siostra radzi Marioli, żeby sama zgłosiła się na policję.
Mariola wraca do domu, całą noc chodzi po pokoju.
Wyznanie
11 października, Bydgoszcz
Mariola bierze dzień urlopu w chłodni, jedzie autobusem do Bydgoszczy.
Z dworca idzie w kierunku komendy wojewódzkiej policji. Sto metrów przed
bramą policji stoi uliczny telefon. Mariola kupuje w kiosku kartę
i dzwoni do Koronowa, do swego sąsiada Krzysztofa F., informatyka. - Czy
można znaleźć człowieka po wysyłanych mailach? - pyta.
Sąsiad jest zaskoczony, nie rozmawiał z Mariolą od lat. Pyta, o co
chodzi. - Wpakowałam się w coś złego, jakąś sprawę gospodarczą, będę
miała kłopoty - Mariola jest wyraźnie zdenerwowana. To płacze, to znów
krzyczy, głos jej się łamie. - Miałam się urządzić na całe życie,
rzucić
pracę w chłodni, a teraz pójdę do więzienia.
Rzuca słuchawką. Biegnie w kierunku komendy wojewódzkiej policji. Wpada
roztrzęsiona i przerywa dyżurnemu czytanie gazety.
- Wiem, że policja się mną interesuje - zaczyna.
Dyżurny zachowuje spokój. - Sprawdzimy - mówi i legitymuje przybyłą.
Potem gdzieś dzwoni. W dyżurce pojawia się kilku funkcjonariuszy. Biorą
dziewczynę na wielogodzinne przesłuchanie.
Ktoś buszuje w koncie
12 października, Bydgoszcz
Prokurator zarzuca Marioli K., że "działając wspólnie w porozumieniu
z nieustalonymi osobami, straszyła Geanta zamachem bombowym, a następnie
żądała wypłaty miliona złotych".
Podejrzana nie przyznaje się do winy. Policjanci nie wierzą jej jednak,
gdy tłumaczy, że nie zna "Obrońcy" i nie ma związku z
terroryzowaniem
Geanta. Nie występują jednak o areszt. Mariola wraca do domu,
funkcjonariusze czekają, aż ktoś wejdzie na jej konto bankowe.
W końcu coś zaczyna się dziać. Ktoś kilka razy wchodzi przez internet na
stronę rachunku i sprawdza stan konta. Adres tego kogoś odpowiada
kawiarence internetowej Kolferu.
12-21 października, Bydgoszcz
Ktoś kilka razy wchodzi na stronę rachunku. Raz korzysta z adresu
internetowego przypisanego do komputera na stacji Shella koło
bydgoskiego Geanta. Stacja mieści się między hipermarketem a Kolferem.
Wszystko się zgadza. Brygada funkcjonariuszy otacza stację. Zatrzymują
Marka Kornackiego.
Przy okazji wychodzi na jaw, że w kasie stacji brakuje 22 tysięcy
złotych.
Początkowo Kornacki jest przekonany, że policja interesuje się nim
właśnie w związku z brakiem pieniędzy. Policjanci nie wyprowadzają go
z błędu. Kiedy radiowóz wiezie go do izby zatrzymań, członkowie
specgrupy przeszukują jego mieszkanie. Niczego nie znajdują. Jest
komputer, ale bez dostępu do internetu.
Przesłuchanie Kornackiego też nie przynosi nowych faktów. Mężczyzna
przyznaje się do kradzieży pieniędzy z kasy Shella, zaprzecza zarzutom
o terroryzowaniu Geanta.
Mimo to prokuratura oskarża go i o kradzież pieniędzy z kasy stacji,
i o groźby podłożenia ładunku wybuchowego w hipermarkecie,
i o wyłudzenie pieniędzy od Geant Polska.
Listopad, Bydgoszcz
Prokuratura zmienia treść zarzutów wobec Marioli K.
- Nie wiedziała o historii z bombą, wiedziała tylko, że użycza konta do
prania brudnych pieniędzy. Na to wskazuje treść jej korespondencji
z Markiem Kornackim - mówi Marek Dydyszko, zastępca bydgoskiego
prokuratora okręgowego. - Jej sprawa to dla nas większe wyzwanie niż
proces tego kierownika z Shella. Terroryzowanie Geanta to czysta
sprawa kryminalna, ale historia z użyczaniem konta dla brudnych
pieniędzy będzie dopiero trzecim takim procesem w kraju. To nie jest
przecież przestępstwo na szkodę banku. To przestępstwo przy
wykorzystaniu systemu bankowego. Trzeba udowodnić chęć ukrycia źródła
pochodzenia pieniędzy i dalszego obrotu nimi.
Kornacki nie przyznaje się do winy. Prokuratura ma jednak dowody na to,
że konto Marioli K. sprawdzane było z komputera, do którego dostęp miały
tylko trzy osoby z Shella. Dwie z nich były w chwili feralnego
połączenia nieobecne w pracy. W dodatku jedna z pracownic kawiarenki
internetowej Kolferu rozpoznała oskarżonego na zdjęciu.
Marek Kornacki pisze z aresztu listy do sądu. Chce zawrzeć ugodę
z Shellem i spłacić dług wobec stacji:
- Nie będę mataczył, mam dwoje dzieci, muszę je wychowywać, proszę
o uchylenie aresztu i zastosowanie innego, lżejszego środka
zapobiegawczego.
Lato 2003, Bydgoszcz
Żona Kornackiego wierzy w niewinność męża. Nie zgodziła się na
spotkanie
z "Gazetą", ale rozmawiała z nami telefonicznie.
- Na Marka wydano wyrok jeszcze przed procesem - powiedziała. - On nie
jest żadnym terrorystą, to zwyczajny człowiek.
Mariola K. ma dozór policyjny. Na wniosek prokuratury zablokowano jej
konta bankowe - i to założone dla Kornackiego, i jej własne, na którym
miała niewielkie oszczędności.
W sierpniu br. do bydgoskiego sądu rejonowego trafia akt oskarżenia
przeciwko Markowi K. i Marioli K. Po raz pierwszy zobaczą się na sali
sądowej.
--
kocurek
|