AFERA. Jak bydgoskie koleje straciły 14 mln zł
Kasa odjechała
NIK oskarża dyrektorów bydgoskiego zakładu PKP "Cargo" o
niedopełnienie
obowiązków i 14-milionowe straty.
W minionym roku NIK ujawniła, że w kolejowej kasie
brakuje ponad
miliard złotych. Na większości tych pieniędzy można już postawić
krzyżyk.
Takie to interesy robiły PKP na przewozach towarów. Podstawiano np. na
kredyt wagony różnym firmom, które potem znikały bez śladu. Kolej
sprzedawała swoje długi pośrednikom, a ci zarabiali na nich grube miliony.
W
listopadzie ubiegłego roku aresztowano byłego dyrektora generalnego PKP,
Jana Janika. Oprócz centrali, lekką ręką wydawano też pieniądze w
zakładach "Cargo" we Wrocławiu, Zielonej Górze, Łodzi i
Bydgoszczy.
Zastrzeżenia NIK wzbudziła umowa zawarta 29 kwietnia ub.
roku między
Zakładem Przewozów Towarowych PKP "Cargo" w Bydgoszczy, a
spółką "Olipol" w
Grudziądzu. Już po kontroli wyłączono materiały dotyczące tej sprawy do
odrębnego postępowania. W tym miesiącu NIK skierowała do Prokuratury
Rejonowej Bydgoszcz-Północ doniesienie karne przeciw dyrektorowi bydgoskiego
ZPT "Cargo", Maciejowi S. oraz jego zastępcy Andrzejowi W. NIK
zarzuca im
niedopełnienie obowiązków, co spowodowało "szkodę majątkową
wielkich
rozmiarów", nie mniejszą niż 14,349 mln zł.
ABW już wie
Zdaniem NIK, jeszcze przed zawarciem umowy nie zbadano
należycie
wiarygodności finansowej firmy, ograniczając się do odpisu z Krajowego
Rejestru Sądowego oraz numerów NIP i REGON. Innych klientów, których
zakład
przewozów znał z wcześniejszych kontraktów, lustrowano uważniej. NIK
zarzuca
też obu dyrektorom, że zawierając umowę z "Olipolem" złamali
instrukcję
dyrektora naczelnego PKP "Cargo". Przede wszystkim nie ustalili
wielkości
planowanych przewozów oraz nie zabezpieczyli należycie zapłaty
należności. "Olipol" deklarował miesięczną wartość przewozów
na 100 tys. zł
i wpłacił kaucję w wysokości połowy tej kwoty. Tymczasem już pierwsza
faktura za przewozy w dniach 10-15 maja wyniosła ponad milion złotych.
"Olipol" przewoził węgiel ze Śląska do
elektrowni i zakładów w całym
kraju. Już w maju przestał regulować większość należności. Bydgoski
zakład i
centrala "Cargo" ograniczyły usługi dla "Olipolu", ale
przewlekły tryb
wprowadzenia ich w życie sprawił, że grudziądzka spółka przewiozła
jeszcze
na koszt PKP sporo węgla. Dopiero 5 lipca ub. roku PKP wypowiedziała jej
umowę ze skutkiem natychmiastowym. Firma zapłaciła za usługi zaledwie 2,1
mln zł, jej dług wobec bydgoskiego Cargo wynosi ok.14,4 mln zł. Dopiero w
miesiąc po wypowiedzeniu umowy dyrektor ZPT, Maciej S. powiadomił policję,
potem Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Gdzie jest prezes
Na razie bydgoska prokuratura wszczęła tzw. śledztwo w
sprawie, a nie
przeciw konkretnym osobom. "Olipol" wyprowadził się już z
Grudziądza, teraz
urzęduje w Poznaniu. Przez dwa dni próbowaliśmy się tam dodzwonić, ale
telefon jest bez przerwy zajęty. Nieoficjalnie wiemy, że prezes Jan K.,
który zawierał umowę z PKP został zdymisjonowany, prokuratura próbuje
obecnie ustalić jego aktualny adres.
Dyrektor bydgoskiego Zakładu Przewozów Towarowych,
Maciej S. odesłał
nas do rzecznika PKP "Cargo", Janusza Mincewicza. - Zarzuty NIK
dotyczące
wysokości strat poniesionych przez PKP w rezultacie kontaktów z
"Olipolem",
są zbyt daleko idące. Wytoczyliśmy procesy, podejmujemy inne kroki. Są
szanse na odzyskanie pieniędzy, choć może nie w całości - twierdzi
rzecznik.
Oskarżenia NIK wobec bydgoskich dyrektorów komentuje tak: - Gdyby
kierownictwo "Cargo" uznało, że istotnie nie dopełnili oni swoich
obowiązków, już dawno straciliby swoje stanowiska i ponieśli surowe
konsekwencje.
Dariusz Knapik
30 Października 2003
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl ->
http://www.gazeta.pl/usenet/